* Oczami Sophii *
Otworzyłam swoje zaspane oczy słysząc jak ktoś chodzi po pokoju.
- Kurwa gdzie moja prostownica? - usłyszałam niezadowolony głos Roxy. Miała na sobie tylko czarną, koronkową bieliznę.
- Musisz być tak głośno?! - rzuciłam w nią poduszką.
- Tak, muszę! - wrzasnęła wkurzona. - Gdzie ona jest?!
- Ale co? - Spytałam podnosząc się z łóżka.
- Może prostownica?!
- Pod łóżkiem, wczoraj kiedy przyszedł Louis walnęłaś ją pod łóżko.
- Dzięki.- Mruknęła znikając w łazience.
Potrząsnęłam głową. Jak mogli wsadzić mnie do pokoju z nią? Ona powinna mieszkać sama. Mieszkam z nią niecały dzień i już mam jej dosyć. Po godzinie wyszła z łazienki już całkiem ubrana i z wyprostowanymi włosami.
- Dłużej się nie dało? - Spytałam z przekąsem.
- Jak się chce ładnie wyglądać to trzeba. Ale widać Ty, tego nie wiesz. - Warknęła, złapała torbę i wyszła z pokoju zostawiając mnie samą. Po chwili jednak wróciła.
- Za 10 minut zaczynamy. Pośpiesz się.- Uśmiechnęła się wrednie i zniknęła. Jak ja w dziesięć minut mam dobrze się przygotować w pierwszy dzień szkoły? Wzięłam bardzo szybki prysznic, ubrałam się i lekko pomalowałam. Wybiegłam z pokoju i zatrzasnęłam drzwi. Biegłam korytarzami aż znalazłam właściwą salę. Wbiegłam tam i zamknęłam drzwi, oparłam się o nie delikatnie i kiedy ktoś ponownie je otworzył po prostu upadłam na ziemię.
- Miss gracji. - Powiedziała Roxanna, a cała klasa zaczęła się głośno śmiać. Jak najszybciej zajęłam swoje miejsce zaraz przed ładnie ubraną Rachel . Co chwila słyszałam jak Roxanna coś o mnie mówi oczywiście w przerwach od całowania z Louisem. Nagle do klasy wszedł dwudziestokilkuletni mężczyzna tak, że każda dziewczyna zwróciła na niego uwagę. Bez słowa odstawił swoje rzeczy i oparł się o biurko.
- Nazywam się Robert Lewandowski i od dzisiaj będę Was uczył matematyki.- Powiedział
- Ma pan dziewczynę, narzeczoną, żonę? - spytała głupio Roxy.
- Nawet gdybym miał, znasz statut, prawda?
- Mogą zrobić jeden wyjątek.
- Chyba nie, panno?
- Jonson.
- Lepiej zajmij się nauką, a nie podrywaniem nauczycieli. - Odciął się.
- Wolę podrywać. Szczególnie pana.
Reszta lekcji minęła spokojnie. Nie wiem jak Louis mógł z nią wytrzymać. Czułam na sobie czyjeś spojrzenie, ale nie chciałam się odwracać by dowiedzieć się kto to.
- Czy ktoś umie rozwiązać to równanie? - Spytał.- Roxy, jak lubisz tak podrywać to wykaż się przy tablicy.- Uśmiechnął się.
Dziewczyna dumnie i z gracją podeszła do tablicy, kręcąc pupą. W tym momencie dostałam karteczkę.
"Mistrzyni matematyki w akcji."
Uśmiechnęłam się gdy Roxy wysilała się przy tablicy. To było jedne z najprostszych równań jakie w życiu widziałam.
- Chyba potrzebujesz korków.- Mruknął Robert gdy wracała na miejsce.
- Mam czas. - Powiedziała czarująco. W jej głowie prawdopodobnie była jedna myśl - seks.
- Przyjdź dzisiaj po lekcjach do mnie. Będę w pokoju nauczycielskim. Przerobimy całą książkę.
- Coś w stylu kamasutry? - Spytała.
- Myślę, że przestudiowałaś już wszystkie części.
- Z panem mogę przerobić kolejne.
- Chyba moje marzenia nie sięgają tak wysoko.
- Ja mogę sięgnąć niżej.
- W matematyce sięgnęłaś wystarczająco nisko.
- Nie ma pan nic w spodniach, że tak się boi?
- Mam więcej niż się spodziewasz.
- To pokaż.
- Niech pan pokaże, trochę szacunku.
- W sypialni już nie będę musiała mówić per pan.
- Zapewniam, że do tego nie dojdzie.
- My dojdziemy do czego innego.
- Do dobrego wyniku w równaniu.
- 69 chyba.- Rzucił ktoś z głębi sali.
- Z panem w każdej pozycji
- Zaraz wylądujesz w pozycji siedzącej u dyrektora.
- U dyrektora to tylko w leżącej.
- Nie obchodzi mnie Twoja pozycja u dyrektora. Wiem, że tutaj w Twojej pozycji jest pała.
- Będzie stała jak panu dzisiaj wieczorem?
- Może i będzie, ale nie dzięki Tobie.
- Zapewniam że tylko dzięki mnie. Już się panu podnosi.
- Mnie już się podniosła kochanie. - Mruknął Louis
- Poczekaj. A pan co tak cicho? Pociski się skończyły?
- Tobie skończyła się godność. - Warknął Robert.
- Coś innego powiesz kiedy będziesz rano dochodził ze mną.
- W przeciwieństwie do Ciebie, ja mam godność. Nie idę do łóżka z dziewczynami które dopiero co poznałem.
-Czyli jak poznamy się lepiej to pójdziemy?
- Nie.
- Dobrze wiesz, że tak.
- Ja jednak lepiej wiem. Z kimkolwiek,ale nie z Tobą.
- W sumie racja. Nie chce złapać HIV-a.
- HIV-a to Ty masz w mózgu. Jeśli go masz.
- Ktoś tu nie uważał na biologii. Zły pan profesor.
- Ty się skup na uważaniu na matematyce.
- Skupię na patrzeniu na pana tyłek.
- No cóż. Ty nie masz nic na co mógłbym popatrzeć.
- Zdania są podzielone.
- Nie wnikam w gusta innych.
- A powinieneś. Bo wcale go nie masz.
- Podobnie jak Ty inteligencji.
- Inteligencji czy mądrości. Ups. Ktoś znowu się pomylił.
- Nie masz ani tego, a ni tego. Moja teczka jest od ciebie mądrzejsza.
- Inteligencja to zdolność zapamiętywania i kojarzenia faktów. Nie wiesz czy jestem w tym dobra, chociaż w wielu rzeczach jestem.
- Jeśli wchodzenie każdemu do łóżka i udawanie szkolnej darmowej prostytutki, nazywasz bycie dobrą, to tak. Jesteś świetna.
- Po pierwsze. Nie każdemu. Tylko wybranym, a prostytutką była Twoja matka.. I już wiesz skąd się wziąłeś.
- Moja matka, była prawnikiem kochana. Po drugie, chciałbym napomknąć, że twój chłopak chyba nie wie, ilu już Cię miało. Nikomu nie życzę takiej osoby. Jesteś puszczalska i głupia. Nigdy w życiu nie poszedłbym z Tobą do łóżka. Wolałbym to zrobić z woźnym, czy żulem spod sklepu.
- Mam go zawołać? Tatusia swojego też chcesz spod sklepu zawołać?
- I tak nikt nie pobije Twojej matki, która daje dupy i jeszcze za to dopłaca.
- Daje, ale Tobie miejsce pracy i pensje geniuszu.
- To chętnie się dowie,co robi jej córka, prawda?
- Bardzo chętnie to Cię wypierdoli. Nie uwierzy Ci. - Warknęła Roxy po czym zadzwonił dzwonek.
- Masz przyjść po lekcjach na korepetycje. - Rzucił Lewandowski kiedy Roxy przechodziła obok jego biurka.
- Wiedziałam. - mruknęła i triumfalnie się uśmiechnęła. - Gumki też wezmę.
- Miss gracji. - Powiedziała Roxanna, a cała klasa zaczęła się głośno śmiać. Jak najszybciej zajęłam swoje miejsce zaraz przed ładnie ubraną Rachel . Co chwila słyszałam jak Roxanna coś o mnie mówi oczywiście w przerwach od całowania z Louisem. Nagle do klasy wszedł dwudziestokilkuletni mężczyzna tak, że każda dziewczyna zwróciła na niego uwagę. Bez słowa odstawił swoje rzeczy i oparł się o biurko.
- Nazywam się Robert Lewandowski i od dzisiaj będę Was uczył matematyki.- Powiedział
- Ma pan dziewczynę, narzeczoną, żonę? - spytała głupio Roxy.
- Nawet gdybym miał, znasz statut, prawda?
- Mogą zrobić jeden wyjątek.
- Chyba nie, panno?
- Jonson.
- Lepiej zajmij się nauką, a nie podrywaniem nauczycieli. - Odciął się.
- Wolę podrywać. Szczególnie pana.
Reszta lekcji minęła spokojnie. Nie wiem jak Louis mógł z nią wytrzymać. Czułam na sobie czyjeś spojrzenie, ale nie chciałam się odwracać by dowiedzieć się kto to.
- Czy ktoś umie rozwiązać to równanie? - Spytał.- Roxy, jak lubisz tak podrywać to wykaż się przy tablicy.- Uśmiechnął się.
Dziewczyna dumnie i z gracją podeszła do tablicy, kręcąc pupą. W tym momencie dostałam karteczkę.
"Mistrzyni matematyki w akcji."
Uśmiechnęłam się gdy Roxy wysilała się przy tablicy. To było jedne z najprostszych równań jakie w życiu widziałam.
- Chyba potrzebujesz korków.- Mruknął Robert gdy wracała na miejsce.
- Mam czas. - Powiedziała czarująco. W jej głowie prawdopodobnie była jedna myśl - seks.
- Przyjdź dzisiaj po lekcjach do mnie. Będę w pokoju nauczycielskim. Przerobimy całą książkę.
- Coś w stylu kamasutry? - Spytała.
- Myślę, że przestudiowałaś już wszystkie części.
- Z panem mogę przerobić kolejne.
- Chyba moje marzenia nie sięgają tak wysoko.
- Ja mogę sięgnąć niżej.
- W matematyce sięgnęłaś wystarczająco nisko.
- Nie ma pan nic w spodniach, że tak się boi?
- Mam więcej niż się spodziewasz.
- To pokaż.
- Niech pan pokaże, trochę szacunku.
- W sypialni już nie będę musiała mówić per pan.
- Zapewniam, że do tego nie dojdzie.
- My dojdziemy do czego innego.
- Do dobrego wyniku w równaniu.
- 69 chyba.- Rzucił ktoś z głębi sali.
- Z panem w każdej pozycji
- Zaraz wylądujesz w pozycji siedzącej u dyrektora.
- U dyrektora to tylko w leżącej.
- Nie obchodzi mnie Twoja pozycja u dyrektora. Wiem, że tutaj w Twojej pozycji jest pała.
- Będzie stała jak panu dzisiaj wieczorem?
- Może i będzie, ale nie dzięki Tobie.
- Zapewniam że tylko dzięki mnie. Już się panu podnosi.
- Mnie już się podniosła kochanie. - Mruknął Louis
- Poczekaj. A pan co tak cicho? Pociski się skończyły?
- Tobie skończyła się godność. - Warknął Robert.
- Coś innego powiesz kiedy będziesz rano dochodził ze mną.
- W przeciwieństwie do Ciebie, ja mam godność. Nie idę do łóżka z dziewczynami które dopiero co poznałem.
-Czyli jak poznamy się lepiej to pójdziemy?
- Nie.
- Dobrze wiesz, że tak.
- Ja jednak lepiej wiem. Z kimkolwiek,ale nie z Tobą.
- W sumie racja. Nie chce złapać HIV-a.
- HIV-a to Ty masz w mózgu. Jeśli go masz.
- Ktoś tu nie uważał na biologii. Zły pan profesor.
- Ty się skup na uważaniu na matematyce.
- Skupię na patrzeniu na pana tyłek.
- No cóż. Ty nie masz nic na co mógłbym popatrzeć.
- Zdania są podzielone.
- Nie wnikam w gusta innych.
- A powinieneś. Bo wcale go nie masz.
- Podobnie jak Ty inteligencji.
- Inteligencji czy mądrości. Ups. Ktoś znowu się pomylił.
- Nie masz ani tego, a ni tego. Moja teczka jest od ciebie mądrzejsza.
- Inteligencja to zdolność zapamiętywania i kojarzenia faktów. Nie wiesz czy jestem w tym dobra, chociaż w wielu rzeczach jestem.
- Jeśli wchodzenie każdemu do łóżka i udawanie szkolnej darmowej prostytutki, nazywasz bycie dobrą, to tak. Jesteś świetna.
- Po pierwsze. Nie każdemu. Tylko wybranym, a prostytutką była Twoja matka.. I już wiesz skąd się wziąłeś.
- Moja matka, była prawnikiem kochana. Po drugie, chciałbym napomknąć, że twój chłopak chyba nie wie, ilu już Cię miało. Nikomu nie życzę takiej osoby. Jesteś puszczalska i głupia. Nigdy w życiu nie poszedłbym z Tobą do łóżka. Wolałbym to zrobić z woźnym, czy żulem spod sklepu.
- Mam go zawołać? Tatusia swojego też chcesz spod sklepu zawołać?
- I tak nikt nie pobije Twojej matki, która daje dupy i jeszcze za to dopłaca.
- Daje, ale Tobie miejsce pracy i pensje geniuszu.
- To chętnie się dowie,co robi jej córka, prawda?
- Bardzo chętnie to Cię wypierdoli. Nie uwierzy Ci. - Warknęła Roxy po czym zadzwonił dzwonek.
- Masz przyjść po lekcjach na korepetycje. - Rzucił Lewandowski kiedy Roxy przechodziła obok jego biurka.
- Wiedziałam. - mruknęła i triumfalnie się uśmiechnęła. - Gumki też wezmę.
*Oczami Rachel *
Następną lekcją była biologia. Siedziałam z Sophie i usiłowałam ją lepiej poznać.Gdy weszliśmy do sali, od razu zajęliśmy swoje miejsca. Wyjęliśmy książki a do klasy wkroczył nauczyciel.Był to wysoki mężczyzna, cały w tatuażach przypominających rozkładające się ciało.
- Witam, mam na imię Rick.- Zwrócił się do Sophie. Uśmiechnęła się do niego ciepło.
Wiedziałam, że nie dadzą Sophii spokoju. Cały czas Roxy ją obrażała. Nie wiem co nowa jej zrobiła. Wydawała się być miła.
- Cholera. - Mruknęłam, gdy wypisał mi się długopis.
- Proszę. - Podała mi swój nie patrząc na mnie.Prawdopodobnie czekała na jakąś docinkę z mojej strony.
- Dziękuję. - Powiedziałam uśmiechając się. - Chciałbyś iść ze mną dzisiaj na siłownię? - Dodałam po kilku minutach.
- Pewnie. O 16?
- Przyjdę po Ciebie. - Gdy tylko skończyłam to mówić Roxy zaczęła znów paplać.
- O Rachel, zajęłaś się naszym nowym ptaszkiem.
- Ptaszka to Ty masz. - Mruknęła pod nosem Sophii.
- Co powiedziałaś?! - Roxy wstała z miejsca.
- Spokój! - Krzyknął nauczyciel.
- To co słyszałaś.
- Taka mocna w mordzie jesteś że pyszczysz?
- Roxy, przestań. - Powiedziałam odciągając ją.
- Ty jeszcze jej bronisz?! - Wkurzyła się jeszcze bardziej. Nie wiem jak to się stało, że uderzyła Sophii z pięści w twarz. W tej chwili przybiegł Rick. Pomógł Louisowi odciągnąć Roxy.
- Idiotko! - Krzyknęła Sophii. - Na mózg Ci padło?!
- Obie do dyrektora, ale już! - Zarządził nauczyciel.
- Na mózg to padło Twojej matce, że Cię jeszcze nie oddała.
- Rachel, popilnuj klasy. Zaprowadzę je tylko do dyrektora. - Powiedział do mnie.
* Oczami Roxanne *
- Roxy. Znowu się spotykamy. - Powiedział dyrektor i na mnie spojrzał.
- Dzień dobry, panie dyrektorze. - Powiedziałam z uśmiechem.
- I witaj Sophio. Drugi dzień i już bójka? Niegrzeczna jesteś.
- Nie tak bardzo jak ona. - Wskazała na mnie.
- Zamknij się paszczurze.- syknęłam mając ochotę jej przypieprzyć. Dziewczyna natychmiast umilkła.
- O co Wam poszło? - Spytał spokojnie, mierząc nas nonszalanckim spojrzeniem.
- Ta suka mnie obraża. - Warknęłam patrząc na nową uczennicę.
- Ja Ciebie?! Czym? Jak tylko mnie zobaczyłaś to zaczęłaś traktować jak szmatę. Ot tak!- oburzyła się.
- Siedź cicho szmato. - Warknęłam. - Traktuje Cię tak bo tylko na to zasługujesz. I wjebałaś mi się do pokoju.
- Roxy! - oburzył się Grey.
- Sami dali mi ten pokój! - odkrzyknęła. - A Ty jeszcze mnie uderzyłaś.
- Trzeba było siedzieć cicho.
- Dobrze wiem o co Wam chodzi. Od razu mówię, że nie zmienię Waszego zakwaterowania. Na razie macie ostrzeżenia.
- Mogę iść? Mam korki z matmy. - Uśmiechnęłam się triumfalnie.
- Obie możecie iść i spokojnie. - Ostrzegł nas.
Wróciłam jeszcze do pokoju i wzięłam prysznic. Bluzka z dużym dekoltem idealnie pasowała do okazji.
- Jestem. - Weszłam do pokoju nauczycielskiego.
- To dobrze. Idziemy do mnie. Woźny sprząta w sali wykładowej.
- Weszliśmy do jego pokoju.
- Dobra, zaczynamy od najprostszego zadania.
- Mam się rozebrać?
- Roxanna. Nie.
Nie słuchałam go i zdjęłam bluzkę ukazując moje jędrne szczeniaczki.
- Dobra. Rozbieraj się dalej.-Mruknął siadając na łóżku.
-Wiedziałam.-ucieszyłam się.-Nikt się mnie nie oprze.
-Tak,tak oczywiście.
Zdjęłam z siebie spodnie i odrzuciłam na bok.Usiadłam na Lewandowskim okrakiem a on tylko cicho jęknął prawdopodobnie z pożądania.
-Mam Cię.-powiedziałam i pocałowałam go.Pocałunek był długi i bardzo ale to bardzo namiętny.Nie mógł się ode mnie oderwać.Zaczęłam zdzierać z niego koszule ukazując niebiańsko umięśnione ciało.
-No,no,no.Ktoś to lubi chodzić na siłownie.-cmoknęłam uśmiechając się zalotnie.
-Ty też nie narzekasz na brak sportu,prawda?
-Mój sport jest najlepszy na świecie.Tyle korzyści za jednym razem.
Padliśmy razem na łózko.Przez parę minut walczyłam o górowanie jednak nauczyciel okazał się silniejszy.To ci nowina.Pozbyliśmy się wszystkiego co nas dzieliło gdy w końcu poczułam go w sobie.Był taki męski...Nawet Louis mu nie dorównywał.
-Nie dostaniesz za to oceny.-mruknął mi do ucha.
-Nie muszę.-sapnęłam czując,że zaraz osiągnę szczyt.Po kilku minutach tak właśnie się stało.
Oboje zmęczeni opadliśmy na łózko.Robert okrył mnie satynową kołdrą i wziął telefon do ręki.
-To kiedy kolejne korepetycje?-zapytałam hamując śmiech.
-Nie wiem.-spojrzał na mnie.-Może jutro...Kto wie.
-Przyjdę o 17.
-Wiedziałam.-ucieszyłam się.-Nikt się mnie nie oprze.
-Tak,tak oczywiście.
Zdjęłam z siebie spodnie i odrzuciłam na bok.Usiadłam na Lewandowskim okrakiem a on tylko cicho jęknął prawdopodobnie z pożądania.
-Mam Cię.-powiedziałam i pocałowałam go.Pocałunek był długi i bardzo ale to bardzo namiętny.Nie mógł się ode mnie oderwać.Zaczęłam zdzierać z niego koszule ukazując niebiańsko umięśnione ciało.
-No,no,no.Ktoś to lubi chodzić na siłownie.-cmoknęłam uśmiechając się zalotnie.
-Ty też nie narzekasz na brak sportu,prawda?
-Mój sport jest najlepszy na świecie.Tyle korzyści za jednym razem.
Padliśmy razem na łózko.Przez parę minut walczyłam o górowanie jednak nauczyciel okazał się silniejszy.To ci nowina.Pozbyliśmy się wszystkiego co nas dzieliło gdy w końcu poczułam go w sobie.Był taki męski...Nawet Louis mu nie dorównywał.
-Nie dostaniesz za to oceny.-mruknął mi do ucha.
-Nie muszę.-sapnęłam czując,że zaraz osiągnę szczyt.Po kilku minutach tak właśnie się stało.
Oboje zmęczeni opadliśmy na łózko.Robert okrył mnie satynową kołdrą i wziął telefon do ręki.
-To kiedy kolejne korepetycje?-zapytałam hamując śmiech.
-Nie wiem.-spojrzał na mnie.-Może jutro...Kto wie.
-Przyjdę o 17.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz